Jaipur – Handel na indyjskim targu

Lubię otrzymywać prezenty (kto z Was nie?), szczególnie jeśli pod ozdobnym papierem kryje się pudełko z grą planszową. Dla każdego planszowego misjonarza prezent to również doskonała okazja, aby pokazać znajomym czym są nowoczesne gry planszowe. Wydawcy z roku na rok serwują nam mnóstwo ciekawych i pięknie wydanych tytułów, które stanowią idealny materiał na prezent dla nieobeznanych w temacie współczesnych planszówek znajomych. Jednym z takich tytułów jest recenzowany dziś Jaipur – gra o handlowaniu towarami, której polską edycję zawdzięczamy gdańskiemu wydawnictwu REBEL.pl

W Jaipur swego czasu zagrywałem się na Boardgamearena.com – jednym z najpopularniejszych serwisów internetowych, umożliwiających grę online w wiele znanych gier planszowych i karcianych, takich jak Pory Roku, Takenoko czy Tzolkin: Kalendarz Majów. Już wtedy byłem pod wrażeniem prostoty i elegancji zasad, które przekładały się na szybką i bardzo przyjemną rozgrywkę. Dziś postaram się pokazać Wam, dlaczego warto zainteresować się tym tytułem.

Handel w Różowym Mieście

Jaipur to stolica Radżastanu w północno-zachodnich Indiach. To tutaj, na tętniącym życiem targowisku, my – najbardziej znani kupcy w mieście – handlujemy towarami starając się zbić fortunę i otrzymać zaszczyt bycia ministrem handlu Maharadży. Tak, bardzo zwięźle, prezentuje się gra od strony tematu, jednak od razu należy zaznaczyć, że klimat nie jest tutaj specjalnie akcentowany. To tytuł zaprojektowany w stylu niemieckim, gdzie główną rolę odgrywa elegancka mechanika, zaś warstwa fabularna schodzi gdzieś na drugi plan.

Przygotowanie partii zajmuje dosłownie chwilę. Rozpoczynamy od kart, a tych są dwa rodzaje – towary, które będziemy sprzedawali wzbogacając się o indyjskie rupie oraz wielbłądy pozwalające nam pozyskiwać większą liczbę dóbr w ramach wymiany. Karty rozkładamy w rzędzie, tak aby zawsze dostępnych było ich dokładnie pięć – w ten sposób tworzymy targ, na którym będziemy handlować. Następnie układamy w stosy żetony towarów oraz premii i rozdajemy graczom po pięć kart jako rękę startową – jeśli wśród nich znajdują się wspomniane wielbłądy, umieszczamy je przed sobą w postaci odkrytego stosu. Możemy rozpocząć zabawę.

Rozgrywka toczy się według bardzo prostych zasad, których wytłumaczenie  – podobnie jak przygotowanie partii – to kwestia chwili. W swojej turze gracz musi wykonać dokładnie jedną z dwóch dostępnych akcji:

  • Wzięcie kart – gracz może pobrać jedną kartę towaru, zebrać wszystkie wielbłądy bądź dokonać transakcji zamiennej, tzn. pobrać z targu wybraną liczbę kart (przynajmniej dwie) i zastąpić je własnymi kartami z ręki, posiadanymi wielbłądami bądź dowolną kombinacją wspomnianych typów kart
  • Sprzedaż kart – gracz odrzuca wybraną liczbę kart jednego towaru, a następnie pobiera identyczną liczbę żetonów danego towaru.

Najciekawszym elementem mechaniki, która czyni Jaipur grą tak ciekawą jak wspominałem na początku recenzji jest sprzedaż towarów, a dokładnie związane z nią żetony. Te zawsze ułożone są od największej do najmniejszej wartości, toteż za pierwsze sprzedane sztuki poszczególnych dóbr zyskamy najwięcej rupii, a za każde kolejne odpowiednio mniej. Dzięki temu rozgrywka przybiera formę wyścigu – tutaj to pierwszy zgarnia największą pulę, dlatego zwlekanie ze sprzedażą jest dość ryzykownym choć – jak się okazuje – niejednokrotnie bardzo opłacalnym zagraniem.

Z pozbywaniem się kart związane są bowiem specjalne premie za sprzedaż kompletu 3, 4 bądź 5 towarów jednocześnie. W wyniki takiej transakcji dobieramy odpowiedni żeton bonusowy, którego wartość – w zależności od dobranej płytki – waha się od 2 do nawet 10 rupii. To naprawdę sporo, zważywszy na fakt, że o zwycięstwie nierzadko przesądza różnica ledwie kilku punktów.

W ten sposób toczy się rozgrywka – pobieramy i odrzucamy karty, zdobywamy punkty oraz ewentualne premie, a przy tym uważnie śledzimy pojawiające się towary oraz ruchy przeciwnika. Runda kończy się wraz z wyczerpaniem 3 stosów żetonów towarów, bądź – co zdarza się zdecydowanie rzadziej – wyczerpania talii kart. Na koniec przeliczamy zdobyte rupie na punkty oraz przyznajemy bonusowy żeton dla posiadacza większego stada wielbłądów.

Gra jest szybka i dynamiczna – tury mijają w mgnieniu oka, zaś sama partia rozgrywana do dwóch zwycięstw trwa nie dłużej niż pudełkowe 30 minut. Mimo swojej nadzwyczajnej prostoty, nie jest to samograj pozbawiony jakichkolwiek decyzji. Gra zmusza nas do odrobiny kombinowania, niemal każdy ruch prowadzi do mniejszych bądź większych dylematów:

  • sprzedać teraz towary za największą sumę czy może poczekać jeszcze, aby otrzymać dodatkową premię, ryzykując jednak uprzedzeniem przez przeciwnika?
  • zbierać karty, których sami potrzebujemy, czy ukraść przeciwnikowi sprzed nosa interesujący go towar?
  • zebrać wszystkie wielbłądy, otrzymując następnie możliwość wymiany ich na kilka towarów? Z drugiej strony, możemy stworzyć w ten sposób dogodną sytuację na targu, pozostawiając przeciwnikowi szeroki wybór nowych towarów…

W zasadzie jedyną wadą jest niekiedy ważąca losy partii – losowość wynikająca z losowanych płytek premii, początkowej ręki kart, a przede wszystkim z pojawiających się na targu towarów. Szczęśliwie przy tak krótkim czasie rozgrywki i lekkiej, odprężającej wręcz rozgrywce, nie jest ona tak irytująca. Poza tym, sprawnie wpisuje się w temat zabawy – przecież na bazarach, co rusz pojawiają się i znikają różne towary, więc nie jesteśmy w stanie wszystkeigo dopilnować.

Towar luksusowy

Jaipur mieszczący się w niewielkim, kompaktowym pudełku zachwyca zarówno kolorową szatą graficzną jak i solidną jakością komponentów. Elementów jest wprawdzie niewiele, bo to tylko talia 55 kart oraz garść żetonów, natomiast ogólna jakość wykonania stoi na bardzo wysokim poziomie. Karty są dobrej jakości, a żetony odpowiednio grube. Do tego całość mieści się w prześlicznej wyprasce. Szkoda tylko, że nie przewiduje ona miejsca na zakoszulkowane karty, gdyż tytuł ten idealnie nadaje się do plecaka na wyjazdy.

Podsumowanie

Mając za sobą kilkadziesiąt partii w elektroniczną jak i fizyczną wersję gry, mogę jedynie potwierdzić, że Jaipur to jedna z najciekawszych propozycji na prezent dla nieobeznanych we współczesnych planszówkach, znajomych, ale jednocześnie świetny, relaksujący tytuł dla par w kategorii „do plecaka” jak i przerywnik pomiędzy cięższymi tytułami. Gra zaskakuje szybkością, płynnością oraz prostotą zasad, a przy tym koniecznością kombinowania i przewidywania ruchów rywala.

  • WYKONANIE: 9+/10

    + solidna jakość komponentów

    + przyjemne dla oka grafiki

    + niewielkie, kompaktowe pudełko

    + krótka i czytelna instrukcja, zawierająca porady dla początkujących

    + porządna, plastikowa wypraska…

    +/- … która nie mieści jednak kart w koszulkach

  • MECHANIKA: 8/10

    + banalnie proste zasady do wytłumaczenia w kilka chwil

    + szybka, dynamiczna rozgrywka (max. 30 min.)

    + wymaga odrobiny kombinowania

    +/- nie zasyci planszowego geeka (raczej jako przystawka do cięższego tytułu, aniżeli główne danie wieczoru)

    – istotna losowość

  • OCENA: 8+/10

    Na prezent dla nowych graczy, na wyjazd do plecaka czy po prostu jako przystawka do „dania” wieczoru – w każdej konfiguracji tytuł sprawdzi się wyśmienicie. Jaipur to doskonała inwestycja, która zagwarantuje wiele godzin dobrej zabawy. Słowo geeka!

    * +1 „oczko” w górę patrząc z perspektywy zupełnie początkującego gracza.

Dziękuję wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji