Kowale Losu – Kości wykute na nowo

Z roku na rok w grach planszowych coraz ciężej o tytuły oryginalne, wyróżniające się jakąś innowacyjną mechaniką, świeżym podejściem do rozgrywki czy chociażby odkrywające znane nam mechanizmy ze starszych gier na inny sposób. Od czasu do czasu autorom udaje się jednak zaprojektować coś oryginalnego, co automatycznie przyciąga zainteresowanie graczy poszukujących nowych rozwiązań. Takim tytułem był wydany w 2014 roku Rattlebones wydawnictwa Rio Grande Games, który posiadał nowatorski mechanizm modyfikowania własnych kości. Niestety poza świeżym i interesującym pomysłem sama gra niestety nie zdołała osiągnąć sukcesu i szybko odeszła w niepamięć, pozostawiając po sobie jednak niezwykle interesujący mechanizm.

Potencjał tego pomysłu postanowił wykorzystać Régis Bonnessée, tworząc Kowali Losu, którzy przenoszą wspomnianą koncepcję modyfikowania kości w trakcie rozgrywki do ram lekkiej gry familijnej. Powiem szczerze, że już od pierwszych zapowiedzi tytuł rozbudził moje oczekiwania – uwielbiam gry wykorzystujące kości (zwłaszcza customowe), do tego byłem mocno podekscytowany wspomnianą mechaniką, a swoją rolę odegrało również nazwisko projektanta, który jest przecież autorem jednej z najlepszych średnio-lekkich karcianek Seasons (Pory Roku) oraz udanego Lords of Xidit. Wiedziałem więc, że koniecznie muszę sprawdzić ten tytuł i podzielić się z Wami swoimi wrażeniami. Na czym zatem dokładnie polega mechanika Dice Buildingu i jak to rozwiązanie sprawdza się w najnowszej produkcji wydawnictwa Libellud – o tym oczywiście w dzisiejszej recenzji.

Koncepcja z modyfikowaniem przez graczy kości w trakcie partii jest głównym czynnikiem wyróżniającym Kowali Losu na tle innych gier kościanych toteż nim przedstawię zarys rozgrywki i moje wrażenia wyniesione z kilkunastu partii, pozwólcie że wpierw wyjaśnię na czym polega mechanika Dice Buildingu. Otóż, kości w Kowalach Losu są dla nas generatorem różnych zasobów: złota, odłamków słońca, odłamków księżyca oraz punktów zwycięstwa. Z początkiem rozgrywki każdy z graczy posiada identyczny zestaw dwóch kości, lecz wraz z postępem gry będziemy krok po kroku modyfikować je, wymieniając podstawowe, mało produktywne ścianki na nowe, znacznie silniejsze i bardziej efektywne. W ten prosty lecz jakże interesujący sposób każdy z graczy może obrać zupełnie inny kierunek, modyfikując swoje sześciany w zależności od potrzeb i obranej taktyki. Możliwości jest kilka, ale do tego przejdziemy jeszcze w dalszej części tekstu.

Kościany turniej

W trakcie partii wcielamy się w rolę bohaterów, którzy rywalizują w turnieju organizowanym przez bogów, zaś akcja gry osadzona została w nieokreślonym dokładnie świecie fantasy, inspirowanym nieco mitologią grecką (wskazuje na to obecność takich istot jak choćby cerber, hydra, cyklop czy minotaur). Za pomocą magicznych kości będziemy otrzymywać boskie dary, które złożone w ofierze pozwolą nam przekuć je w znacznie potężniejsze narzędzia oraz dokonać wielu heroicznych czynów zapewniających nam potrzebną do zwycięstwa chwałę.

Zasady gry jak na familijną grę przystało są naprawdę bardzo proste, a krótka i wzbogacona przykładami instrukcja nie pozostawia nam żadnych wątpliwości w kwestii reguł. Zresztą zaraz sami się o tym przekonacie. Rozgrywka trwa 9 lub 10 rund w zależności od liczby graczy przy stole i w każdej z nich gracze po kolei rozgrywają swoje tury. Każda tura składa się z czterech etapów przy czym pierwszy z nich zawsze wykonują wszyscy gracze. Na początku rzucamy więc wspólnie swoimi kostkami i zdobywamy wskazane na ściankach zasoby lub punkty zwycięstwa, przesuwając odpowiednie znaczniki na swoich planszach postaci. Następnie już tylko aktywny gracz realizuje kolejne etapy swojej tury. Po zastosowaniu wyników rzutu może on zastosować efekty posiadanych kart, np. ponownie rzucić kostką czy zdobyć dodatkowe surowce.

Kolejnym etapem jest wykonanie jednej z dwóch dostępnych akcji – złożenie ofiary bogom bądź dokonanie heroicznego czynu. Decydując się na pierwszą z nich możemy pobrać z sanktuarium 1 lub więcej ścianek opłacając ich koszt w złocie i od razu wmontować je w nasze kości, wymieniając dowolnie wybrane ścianki na nowe. Druga z akcji pozwala z kolei na zakup jednej z kart leżących wokół planszy, płacąc wskazany koszt w postaci odłamków słońca i/lub księżyca. Skoro już jesteśmy przy kartach, warto zaznaczyć że dzielą się one na trzy kategorie ze względu na sposób aktywacji ich zdolności. Mamy więc efekty:

  • wzmocnienia– można ich użyć co rundę po tym jak wszyscy rzucą kostkami
  • natychmiastowe– stosowane tylko raz po zakupie karty
  • automatyczne – aktywowane za każdym razem, gdy spełnimy opisany na nich warunek.

Oprócz tego pojawiają się karty bez efektów specjalnych, lecz rekompensują nam to znacznie większą wartością punktów chwały, jakie otrzymamy na koniec partii. Zdolności kart pozwolą nam m.in wykonywać dodatkowe rzuty kośćmi, powiększyć magazyn na zasoby czy wmontować w naszych kostkach specjalne ścianki z sanktuarium, których nie można zdobyć w żaden inny sposób. Zdolności są różne i nie ma sensu ich tutaj dokładnie opisywać, ale wszystkie skupiają się wokół pozyskiwania w różny sposób dodatkowych surowców i punktów chwały.

Wróćmy już jednak do samej rozgrywki, gdyż z akcją heroicznego czynu wiąże się jeszcze jedna drobna reguła. Otóż, kupując kartę przenosimy pionek naszego bohatera na portal wyspy, gdzie znajduję się upatrzony przez nas kartonik. Jego obecność jest o tyle istotna, że gdy inny gracz zdecyduje się zakupić kartę z zajętego aktualnie obszaru, będzie musiał przegnać naszego bohatera na portal startowy, a my dzięki temu natychmiast wykonamy bonusowy rzut kośćmi.

Wykonawszy swoją akcję, na koniec tury możemy opcjonalnie wydać jeszcze dwa odłamki słońca ze swoich zasobów, by wykonać dodatkową akcję spośród dwóch wyżej opisanych czynności, czyli kupić nową ściankę bądź kartę. Po tym następuje tura kolejnego gracza rozgrywana w analogiczny sposób. Gdy wszyscy uczestnicy rozegrają swoje tury, runda dobiega końca, a po zakończeniu ostatniej z nich kończy się również cała partia. Wówczas sumujemy punkty chwały zaznaczone na planszy gracza oraz te, pochodzące z zakupionych kart i możemy wyłonić zwycięzcę turnieju – jest nim oczywiście osoba z najwyższym wynikiem.

Jak widać, wytłumaczenie reguł gry to kwestia kilku minut. Ot, rzucamy kostkami, zbieramy surowce, a następnie wykorzystujemy je do rozbudowy naszych kostek i kupowania kart, zapewniających nam punkty zwycięstwa oraz różne zdolności. Tym co najbardziej spodobało mi się w Kowalach Losu to mechanika craftowania kostek. Raz, że jest to element wprowadzający sporo świeżości do gier planszowych, dwa – jest on odpowiednio przemyślany i wpasowany do rozgrywki. Partię rozpoczynamy posiadając dokładnie takie same kości jak przeciwnicy lecz z biegiem czasu stają się one unikalne. Zabawy z tym jest całkiem sporo, za każdym razem możemy próbować innych kombinacji ścianek, co samo w sobie daje nam naprawdę mnóstwo frajdy. Miłośnicy kości powinni być więc satysfakcjonowani tym bardziej, że turlania jest tutaj mnóstwo. Z drugiej strony trzeba też jasno zaznaczyć, że element losowości ma bardzo istotny wpływ na rozgrywkę i nie powinniśmy nastawiać się na żadne długofalowe planowanie. Mimo wszystko nie jest to też totalny samograj – dzięki obecności wielu ścianek do rozbudowy naszych kostek oraz różnorodności kart, gra pozwala ciut pokombinować i obrać własną ścieżkę w trakcie partii.

Płynna i niezwykle dynamiczna rozgrywka to również jedna z największych zalet jakimi wyróżnia się najnowsza pozycja francuskiego projektanta. Co rundę wszyscy jednocześnie rzucamy kostkami, a tury graczy mijają w mgnieniu oka, toteż nie ma czasu na nudę – cały czas jesteśmy w pełni zaangażowani w rozgrywkę. Cała zabawa zajmuje raptem 30-40 minut (w dwie osoby spokojnie można skończyć nawet w 20 minut), dzięki czemu Kowali Losu można traktować również jako filler lub tytuł na początek dłuższego, planszowego spotkania.

W kwestii skalowalności, gra świetnie działa w 3 i 4 osoby. Nieco gorzej jest niestety w przypadku partii dwuosobowej, gdzie mimo odpowiednio wyskalowanej liczby kart i ścianek, rozgrywce brakuje trochę emocji, a i tak niewielka interakcja staje się praktycznie nieobecna i nieopłacalna (niektóre karty i ścianki mocno tracą z tego względu na wartości). Jeśli więc interesujecie się Kowalami Losu wyłącznie z myślą o partiach dwuosobowych to polecam rozejrzeć się za innymi tytułami – chociażby Splendor będzie w tym przypadku znacznie lepszym wyborem.

Jeśli miałbym wymienić inne wady gry to poza wspomnianym słabszym wariantem dwuosobowym, czasami można odnieść wrażenie, że partia jest odrobinę zbyt krótka i nie pozwala w pełni wykorzystać swoich ulepszonych kości. Nie zrozumcie mnie źle – to dobrze, że gra nie ciągnie się zbyt długo, bo dzięki temu nie znudzi nas swoją prostotą i jednocześnie zachęci do rozegrania kolejnych partii, ale czasami bywa tak, że w momencie gdy nasze kostki zostaną przekute na potężne generatory surowców i punktów zwycięstwa, gra wielkimi krokami zbliża się ku końcowi i nie będziemy w stanie ani razu skorzystać z efektu danej ścianki. Po części wynika to oczywiście ze sporej losowości, ale wydaje mi się że ten element mógłby być ciut lepiej rozwiązany, np. gdyby gra kończyła się dopiero po wykupieniu określonej liczby kart.

Na plus natomiast należy zaliczyć dobrą regrywalność, zapewniającą sporo odmiennych i emocjonujących partii. Wpływ na to ma nie tylko szeroki wybór ścianek, dzięki którym za każdym razem możemy nieco inaczej konstruować nasze kości, ale również obecność alternatywnych zestawów niektórych kart. Wymiana części podstawowych wzorów na ich nieco bardziej zaawansowane odpowiedniki, pozwoli nam odświeżyć rozgrywkę i dodać kilka nowych opcji pozyskiwania zasobów czy punktów zwycięstwa. W tym aspekcie jest naprawdę spory potencjał na ewentualne dodatki z nowymi, bardziej „zakręconymi” zdolnościami kart i ścianek.

Świątynia bogactwa

Recenzują Kowali Losu nie sposób nie poświęcić też kilku zdań na temat wykonania gry. Gra jest fantastycznie zilustrowana, pudełko stanowi tutaj część planszy, gdzie trzymamy wszystkie ścianki oraz potrzebne żetony, karty ułożone są dookoła tekturowej planszy w taki sposób, że ich ilustracje łączą się w jedną całość, a wszystko zachowuje odpowiednią przejrzystość i czytelność. Nie inaczej wygląda to od strony technicznej – za grę odpowiada wydawnictwo Libellud, więc mamy do czynienia z produktem najwyższej jakości. Plansze i żetony są odpowiednio grube, karty nie wymagają koszulek, gdyż przez całą partię leżą wyłącznie na stole, a kostki oraz wymienne ścianki wydają się być wykonane z solidnego materiału. Na ogromne uznanie zasługuje jednak fantastycznie zaprojektowana wypraska, w której bez problemu posegregujemy wszystkie komponenty i tym samym znacznie przyśpieszymy proces przygotowania gry. Z kolei plansza świątyni ze ściankami kostek przechowywana jest w tekturowej kopercie, co skutecznie zabezpiecza nam wszystkie komponenty przed ich rozsypywaniem przy przechowywaniu pudła w pozycji pionowej. Mały minus muszę jednak dopisać za instrukcję, która choć dobrze napisana – wydrukowana jest w bardzo niewygodnym, pionowym formacie.

Wszystkie komponenty mają swoje miejsce w idealnie zaprojektowanej wyprasce. Oby więcej pudełek miało takie wnętrze!

Podsumowanie

Kowale Losu od samego początku zapowiadali się bardzo obiecująco i mając za sobą już kilkanaście partii muszę przyznać, że to rzeczywiście kolejna udana pozycja w portfolio francuskiego wydawcy. Kowale Losu to gra o banalnie prostych zasadach z niedługą i płynną rozgrywką, w której mimo znaczącej losowości można odrobinę pokombinować. Gra zapewni nam też wiele emocjonujących partii, jednak te najlepiej rozgrywać w 3 lub 4-osobowym składzie. Nie sposób też nie wyróżnić świetnego designu – gra rozłożona na stole przykuwa uwagę każdego kto znajduje się w pobliżu, a to zawsze jest dodatkowym atutem przy wciąganiu nowych ludzi do naszego hobby. Tytuł oczywiście nie jest ideałem i ma swoje wady, a z uwagi na bardzo lekki charakter rozgrywki, nie będzie on w stanie w pełni usatysfakcjonować zaawansowanych graczy, lecz pamiętajmy że to przede wszystkim gra rodzinna i w tym gronie sprawdza się ona idealnie. Koncepcja modyfikowania kości jest sama w sobie świetną zabawą, więc mam nadzieję, że długo nie będziemy musieli czekać, by to rozwiązanie zaczęło pojawiać się w nieco cięższych tytułach skierowanych dla geeków.

  • WYKONANIE: 9+/10

    + Świetna jakość komponentów

    + Fantastyczna oprawa graficzna

    + Idealnie zaprojektowana wypraska

    + Dobrze napisana instrukcja…

    – …choć jej format jest bardzo niewygodny do czytania

  • MECHANIKA: 7+/10

    + Zasady do wytłumaczenia w 5 minut

    + Niedługa i płynna rozgrywka

    + Świeże podejście do wykorzystania kości

    + Dobra regrywalność

    + Świetnie się skaluje w 3 i 4 osoby…

    – …lecz znacznie gorzej działa w wariancie dwuosobowym

    – bardzo duża losowość

    +/- zupełnie nieodczuwalny klimat rozgrywki

    +/- czasami szkoda, że gra szybko się kończy i nie pozwala w pełni wykorzystać swoich nowych ścianek na kostkach

  • OCENA: 8/10

Dziękuję wydawnictwu Rebel.pl za przekazanie gry do recenzji