Potwory w Tokio: Doładowanie – Monstrualna transformacja

Z dodatkami do gier bywa różnie. Każdy z nas chciałby, aby jego ulubiona gra, która wielokrotnie gości na stole, doczekała się – najlepiej jak największego – zastrzyku świeżości w formie nowego dodatku. Niestety liczba nowych zasad i komponentów nie zawsze idzie w parze z jakością, stąd relatywnie niewielkie pod względem zawartości, rozszerzenie, często potrafi wnieść o wiele więcej dobrego, niż wypchane komponentami i nowymi regułami pudła, czego doskonałym przykładem jest recenzowany dziś dodatek do wielokrotnie nagradzanej gry Richarda Garfielda.

Na polskie wydanie pierwszego rozszerzenia do Potworów w Tokio przyszło nam czekać prawie dwa lata. Zważywszy na niezwykle ciepłe przyjęcie tytułu przez polskich graczy oraz bardzo pozytywne opinie zagranicznych recenzentów na temat wspomnianego dodatku – to dość długo i nic dziwnego, że spora część fanów traciła już wszelkie nadzieje na polonizację rozszerzenia do jednej z najlepszych gier imprezowych ostatnich lat. Dopiero przyznany Potworom, tytuł Gry Roku 2014 w Polsce, okazał się chyba punktem zwrotnym, dzięki któremu wydawnictwo Egmont we wrześniu ubiegłego roku oddało w nasze ręce Doładowanie, czyli polską edycję dodatku Power Up!

Welcome back to the Tokio!

Doładowanie nie zmienia podstawowych zasad rozgrywki. W skrócie, każdy z graczy przejmuje kontrolę nad jednym z przerażających stworów walczących o miano króla Tokio, dokonując demolki zarówno w samym centrum miasta jak i na jego obrzeżach. Partia koncentruje się na wielokrotnym rzucaniu sześcioma specjalnymi kostkami i zbieraniu odpowiednich symboli, umożliwiających zadawanie obrażeń innym bestiom, leczenie ran po krwawej bitwie, regenerowanie energii niezbędnej do rozwoju naszego monstrum czy zbieranie punktów zwycięstwa. Naszym celem jest zdobycie 20 punktów zwycięstwa bądź – co ma miejsce o wiele częściej – wyeliminowanie wszystkich przeciwników.

Z połączenia kościano-karcianej, niezwykle dynamicznej i pełnej negatywnej interakcji zabawy, autorowi udało się stworzyć jedną z najlepszych imprezówek ostatnich lat, która z powodzeniem znalazła swoje stałe miejsce w mojej kolekcji. To czego jednak najbardziej brakowało mi w podstawowej wersji to różnorodność stworów, których wybór ograniczał się wyłącznie do kwestii czysto estetycznej – poszczególne monstra nie różniły się bowiem niczym, poza sympatyczną, komiksową grafiką. Rozwiązaniem tego problemu okazało się właśnie Doładowanie.

Wraz z rozszerzeniem, każdy potwór otrzymuje talię ośmiu kart ewolucji, zapewniających różne, specjalne zdolności. Wśród nich znajdziemy ewolucje tymczasowe, których efekt jest jednorazowy oraz permanentne (działające do końca rozgrywki), a zgrywać możemy je w dowolnym momencie partii (chyba że treść karty mówi inaczej). Dzięki nim, nasze monstra mogą zdobywać dodatkowe punkty zwycięstwa oraz energię, zadawać większe obrażenia, błyskawiczne leczyć rany, rozgrywać dodatkowe tury, wypędzać innych graczy z centrum miasta, itd. Zdolności jest całkiem sporo (56 kart, po 8 na potwora), a co istotne – każda z nich jest niepowtarzalna i przynosi inne efekty.

Zdobywanie wspomnianych ewolucji, możliwe jest poprzez uzyskanie na kościach trzech symboli serc – w tej sytuacji natychmiast pobieramy losową kartę z naszego stosu. To kolejne, świetne rozwiązanie, które eliminuje bezużyteczność symboli serc podczas pobytu w Tokio, gdyż jak wiemy – potwór znajdujący się w centrum miasta, nie może korzystać z serduszek, aby wyleczyć swoje rany. Co ciekawe, dobranie nowej ewolucji jest czynnością dodatkową, co pozwala jednocześnie zdobyć nową ewolucję jak i wyleczyć rany – jeśli naturalnie jesteśmy poza Tokio. Oczywiście, w świetle unikalnych zdolności, bardzo istotną kwestią jest odpowiedni ich balans. Osobiście nie zauważyłem, aby któryś z potworów stał się wyjątkowo silny – każde monstrum ma w zanadrzu karty, które – odpowiednio wykorzystane – potrafią sporo namieszać na polu bitwy.

Chcąc jeszcze bardziej urozmaicić rozgrywkę warto skorzystać z dodatkowych wariantów wykorzystania kart ewolucji, które zamieszczone są w instrukcji. Dzięki nim możemy rozpocząć partię z już jedną ewolucją na ręce, dobierać po dwie karty i zachować jedną wedle uznania czy nawet przeprowadzić przed rozgrywką draft (na wzór 7 Cudów Świata), dzięki czemu w swojej talii będziemy mogli posiadać również ewolucje innych potworów. Każdy z alternatywnych sposobów prowadzenia rozgrywki czyni rozgrywkę ciekawszą i odrobinę bardziej taktyczną, więc każdy znajdzie coś w sam raz dla siebie.

Kolorowe Tokio

W kwestii jakości wykonania, Doładowanie plasuje się na identycznym poziomie, co wersja podstawowa gry, z oczywistą różnicą gabarytów oraz liczby komponentów. W małym, zgrabnym pudełku znajdziemy 56 dość dobrze wykonanych kart, kilka żetonów oraz nową figurkę potwora wraz z odpowiadającą mu planszetką. Od teraz na plac boju wkracza równie potężny jak inne stwory – Pandakai! Właściwie jedyną, drobną wadą jest fakt, że zawartość rozszerzenia nie mieści się w pudełku gry podstawowej, stąd elementy z dodatku należy trzymać osobno na półce.

Podsumowanie

Nadanie potworom indywidualnych cech i zdolności specjalnych w formie zaledwie 56 kartoników, w zupełności wystarczyło, aby znacznie urozmaicić rozgrywkę i nadać jej nową jakość. Z Doładowaniem zabawa jest o wiele ciekawsza, wyzwala dodatkowe pokłady emocji i salwy śmiechu, a całość wciąż zamyka się w prostych i łatwo przyswajalnych regułach. Dziś już zwyczajnie nie wyobrażam sobie rozgrywek w Potwory w Tokio bez wykorzystania kart ewolucji. Dla wszystkich fanów tej szalonej kościanki, Doładowanie to dodatek obowiązkowy.

 

  • OCENA: 9/10

    + nadanie potworom indywidualnych zdolności mocno urozmaica zabawę

    + 3 dodatkowe tryby zabawy

    + nowy potwór – Pandakai

    + dobra jakość wydania

    – zawartość rozszerzenia nie mieści się w pudełku gry podstawowej

Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie egzemplarza dodatku do recenzji