Zlot Pingwinów – Na rozbrykanym lodowcu

W życiu każdego planszowego geeka przychodzi czas na mały odpoczynek od długich i skomplikowanych tytułów. W takiej sytuacji warto zadbać, aby na naszej półce znalazło się miejsce na tytuły, które możemy rozłożyć zawsze i wszędzie w niemal każdym gronie (z rodziną, dziećmi, znajomymi) i odłożyć na bok zaciętą rywalizację na rzecz po prostu dobrej, nieangażującej zabawy. Do grona takich pozycji zaliczamy m.in. gry zręcznościowe. Wśród nich, jedną z ciekawszych pozycji, jakie ostatnio miałem okazję poznać okazał się Zlot Pingwinów wydawnictwa Egmont.

W trakcie rozgrywki – jak w każdej grze zręcznościowej – będziemy musieli wykazać się naszymi zdolnościami manualnymi. Naszym zadaniem będzie układanie kart oraz innych elementów na chwiejącym się lodowcu, uważając, by nie doprowadzić do lodowcowej kraksy. Nim jednak przedstawię Wam szczegółowy opis rozgrywki – kilka zdań na temat wykonania.

Kraina lodu – czyli kilka słów o wykonaniu

W niewielkim pudełku znajdziemy wymagającą złożenia, trójwymiarową konstrukcję lodowca, cztery masywne kulki, kilka tekturowych mew i plastikowych rybek-klipsów. Egzemplarz uzupełnia talia 50 kart, prezentujących pingwiny i ich dzieci, chmury, morsy, ryby oraz mewy, które będziemy układać na wspomnianym lodowcu. Wszystkie komponenty wykonano z solidnej jakości materiałów, a same karty to tak naprawdę grube, tekturowe kartoniki, co – jak się okazuje – ma ogromne znaczenia dla tego typu rozgrywki. Bez obaw zatem tytuł posłuży nam bardzo długo – nawet jeśli korzystać będą z niego najmłodsze dzieci. Od strony wizualnej również całość prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Ilustracje są proste i wesołe, a sama kolorystyka natychmiast pozwala poczuć mroźny, zimowy klimat.

Hop na lodowiec

Przed rozpoczęciem zabawy należy złożyć z tekturowych elementów trójwymiarowy lodowiec i umieścić go na ramce wypełnionej kulkami. Dalej pozostaje nam już tylko rozdać uczestnikom równą liczbę kart i umieścić tekturowe mewy oraz ryby-klipsy w zasięgu graczy.

Rozgrywka przebiega w bardzo prosty sposób. Każdy z graczy po kolei odkrywa jedną kartę ze swojego stosu, po czym – w zależności od wylosowanej kartonika – stara się wykonać odpowiednią czynność tak, aby nie strącić elementów znajdujących się na lodowcu. Przyjrzyjmy się, jakie zadania czekają nas w trackie rozgrywki:

  • Duży pingwin – umieszczamy kartę na krze, tak aby opierał się o lodowiec i nie przysłaniał całkowicie innych pingwinów
  • Małe pingwiny – opieramy kartę o dużego pingwina
  • Chmura – kładziemy ją na szczycie lodowca bądź kartach z pingwinami
  • Mewa – bierzemy do ręki tekturową mewę i zawieszamy je na lodowcu, chmurze bądź pingwinach
  • Ryba – przyczepiamy rybę-klips do karty dużego pingwina znajdującego się na lodowcu
  • Mors – przy pomocy karty morsa musimy strącić z lodowca jednego (i tylko jednego!) dużego pingwina

Kiedy wykonując swoją akcję, strącimy z lodowca jakieś elementy, zbieramy ich karty na osobny stos reprezentujący punkty karne. W przypadku strącenia mew bądź ryb, bierzemy ich kartę znajdującą się obok lodowca, a zrzucone elementy odkładamy z powrotem do ogólnej puli. To tak naprawdę tyle, jeśli chodzi o zasady. Rozgrywka w ten sposób trwa do momentu, aż któryś z graczy nie wyłoży ostatniej swojej karty. Na koniec pozostaje nam podliczyć punkty karne, a zwycięzcą zostaje gracz mający ich najmniejszą liczbę.

Wszystko to w teorii wydaje się bardzo łatwe, jednak wbrew pozorom, zadanie nie jest takie proste. Po pierwsze nasze działania możemy wykonywać wyłącznie za pomocą jednej ręki, po drugie kulki stojące w ramce pod lodowcem, chwieją nim na lewo i prawo przy niemal każdej próbie umieszczenia na nim różnych elementów. Każdy ruch wymaga pełnej koncentracji i opanowania drżącej dłoni, gdyż nawet delikatne szarpnięcie konstrukcji może zburzyć ułożone wcześniej karty oraz mewy. Wyjątkowym wyzwaniem są niepozornie wyglądające rybki, których próba zaczepienia o kartę, najczęściej kończy się lodowcową kraksą. Z tego właśnie powodu każda partia przebiega w szalonej, a zarazem pełnej napięcia atmosferze, wywołującej sporo śmiechu wśród graczy. Warto jeszcze zaznaczyć, że poziom trudności można dowolnie regulować, zmniejszając bądź zwiększając przestrzeń, po której poruszają się kulki. Nie jest to co prawda tytuł, który wnosi coś nowego do tego typu gier, ale nie to jest istotne. Najważniejsza jest dobra zabawa, a w tej kwestii Zlot Pingwinów świetnie realizuje swój cel. Najlepiej oddaje to chyba fakt, że każda partia kończy się stwierdzeniem w stylu: „No, to teraz rewanż”.

Podsumowanie

Podsumowując ten wyjątkowo krótki dziś tekst – Zlot Pingwinów to kolejny tytuł, którego oprawa graficzna i opis zdają się sugerować grę skierowaną wyłącznie dla dzieci, podczas gdy w rzeczywistości tytuł bardzo dobrze sprawdza się również w gronie starszych graczy. Gra nie zajmuje zbyt wiele miejsca, a dzięki swoim niewielkim gabarytom bez problemu zapakujemy ją do plecaka na rodzinny wypad. Pozycję mogę polecić wszystkim szukającym szybkiej i odprężającej gry zręcznościowej w bardzo atrakcyjnym wydaniu.

  • WYKONANIE: 9+/10

    + wysokiej jakości komponenty

    + bardzo grube karty

    + trójwymiarowy lodowiec

    + proste i bardzo estetyczne grafiki

  • MECHANIKA: 8/10

    + banalnie proste zasady

    + krótki czas rozgrywki

    + chwiejący się lodowiec

    + regulowany stopień trudności

  • OCENA: 8+/10

    Zlot Pingwinów to niepozornie wyglądająca gra zręcznościowa, która przebiega w szalonej, pełniej napięcia atmosferze. Świetnie sprawdzi się zarówno jako przerywnik między poważniejszymi tytułami w gronie starszych graczy jak i prezent dla dzieci.

Egzemplarz do recenzji przekazało wydawnictwo Egmont